Oszalałam targając się (nie) właściwą inspiracją bez (samo) kojenia, samouszkodzeniem. Żyjąc okamgnieniem, mrugnięciem powiek, nie pamiętając jaki jest dzień tygodnia. Badam granice własnego szaleństwa, a mimochodem, tłem zacierają się kąty pozornie trwałej rzeczywistości. Zamykam oczy, jestem w amoku. Nie chcąc widzieć, nie chcąc czuć. Chwytasz mnie za nadgarstki, a ja zatrzymuję się w stuporze. Zmuszasz do spojrzenia w przeszłość, a ja zamykam na nią oczy, stawiając krzywo kroki, potykając się o słowa wyznań tkanych z alkoholem w krwiobiegu. Krwio- biegiem mknąc ulicami wielkiego miasta, zawężając spoglądanie do końca palonego papierosa zaprzeczam, uciekam.
co było, to było. liczy się to co tu i teraz
OdpowiedzUsuń